Kiedy myślę o moim życiu


najlepsze, co mnie kiedykolwiek spotkało, najważniejsze momenty, jakich doświadczyłam, najpiękniejsze spotkania z ludźmi, najwspanialsze możliwości, jakie mi zaoferowano i to, z czego jestem naprawdę dumna – wszystko to, wydarzyło się nie dzięki mojej edukacji, ani mojemu dobremu planowaniu, nie dzięki mojej pozycji zawodowej, pieniądzom, kontaktom, ani dlatego, że byłam gotowa.

Najpiękniejsze, co mnie spotkało w życiu przyszło nieoczekiwanie, kiedy otworzyłam moje serce i odważyłam się podążać za nim. Bez żadnej gwarancji, bez drogi odwrotu, ani planu B. Za to z totalnym zaangażowaniem, entuzjazmem i poczuciem, że jestem na własciwej ścieżce.

Poniżej dzielę się z Tobą paroma historiami z mojego życia, które wydarzyły się, kiedy podążałam scieżką serca. Może przypomną Ci o Twojej własnej drodze? Może zainspirują Cię, żeby zacząć żyć inaczej? Podziel się ze mną swoją historią, czekam, żeby ją usłyszeć!

Zapraszam Cię na gratisową konsultację online

ZAPISUJĘ SIĘ

„Psychoterapia to jest Moja Partia Polityczna”

Jest 2007 rok, mieszkam w pięknym Krakowie i od dwóch lat wykonuję pracę moich marzeń – jestem psychoterapeutką. Właśnie ukończyłam szkołę psychoterapii, mam swoich pacjentów, za których jestem odpowiedzialna, świetną superwizor i przyjaciółki, także psychoterapeutki, z którymi na okrągło rozmawiamy o pracy.
Jednego dnia taka myśl: dlaczego nikt nigdy wcześniej nie opisał początków polskiej psychoterapii? Jak to się stało, że w bardzo niesprzyjających czasach, mała grupka ludzi, rozwinęła rewolucyjny sposób rozumienia i leczenia osób chorych psychicznie? Dzięki temu nowemu podejściu pacjent psychiatryczny stał się na powrót człowiekiem, osobą, kimś, kto może wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje leczenie i życie. To rewolucyjne myślenie niedowracalnie zmieniło polski system psychiatryczny, życie tysięcy pacjentów i ich rodzin, personel medyczny a także naszą mentalność. Psychoterapia przyniosła rozumienie, język i narzędzia, które pozwoliły otworzyć się na to, co niezrozumiałe, inne i bolesne w każdym z nas. Myśl o napisaniu książki stała się moim wielkim marzeniem, które zajęło mi kolejne… sześć lat. Powstała książka, która jest zbiorem dwudziestu wywiadów z pierwszymi polskimi profesjonalnymi psychoterapeutami i superwizorami, związanymi ze środowiskiem krakowskim. Zawiera osobiste historie i indywidualne komentarze do polskiej psychoterapii i jej rozwoju.

W trakcie tych sześciu lat pracy nad książką często zmagałam się z różnego rodzaju trudnościami. Parę razy zaczynałam od początku. Wielokrotnie czułam się zmęczona, osamotniona i zagubiona. W pewnym momencie moja rodzina i przyjaciele doradzali mi wycofanie się z tego projektu (rozumiem dlaczego). Ale za każdym razem, kiedy czułam się bezradna, pojawiały się nowe osoby i konkretne wsparcie, dzięki czemu mogłam kontynuować pracę.

Pisanie książki było dla mnie przyspieszonym procesem dorastania zawodowego i osobistego. Popełniłam prawdopodobnie wszystkie, możliwe błędy początkującego autora. A potem popełniłam ich jeszcze więcej w trakcie publikacji i promocji książki. Otrzymałam ogromną życzliwość, wsparcie i realną pomoc. Otrzymałam także słowa krytyki.

Książka „Psychoterapia To Jest Moja Partia Polityczna” została opublikowana w 2013 roku. Jest wyrazem mojej wdzięczności i uznania dla pierwszych pokoleń polskich psychoterapeutów za wprowadzenie humanistycznych wartości do polskiej psychiatrii i społeczeństwa. Poprzez tę książkę chciałam również wyrazić mój szacunek dla tysięcy pacjentów psychiatrycznych i ich rodzin, którzy zawsze byli centralnym punktem tych przemian.

Więcej o książce znajdziesz tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=FReciyfYmJs
https://www.facebook.com/wereszka

Medytacje Oświęcimskie

Wczesną jesienią 2008 roku otrzymałam zaproszenie na „Medytacje Oświęcimskie”, coroczne międzynarodowe odosobnienie na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau. Chociaż wcześniej wyraziłam zainteresowanie tym szczególnym odosobnieniem, kiedy rzeczywiście mogłam tam pojechać byłam przerażona. Nie dlatego, że nigdy wcześniej nie byłam w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Byłam tam już dwukrotnie jako uczennica „z klasą”. Nie chodziło również o to, że mam swoją osobistą historię związaną z tym miejscem. I nie dlatego, że miałam tam pojechać sama. Zostałam zaproszona razem z moją przyjaciółką, przez polskiego koordynatora, Andrzeja Krajewskiego, którego obie znałyśmy dość dobrze. Prawda jest taka, że nie potrafiłam wyjaśnić przyczyn mojego lęku. Ale był ogromny.

Mój lęk z czasem stawał się jeszcze większy, mimo to zdecydowałam się jechać. Angielska nazwa odosobnienia brzmi „International Auschwitz Bearing Witness Retreat”. „Bearing witness”, w wolnym tłumaczeniu, „bycie świadkiem” jest jednocześnie jednym z trzech głównych zasad tego odosobnienia: nie jedziemy tam po to, żeby zwiedzać czy dyskutować o historii. Przez pięć dni trwania odosobnienia, traktujemy to miejsce – były obóz koncentracyjny – jak naszego nauczyciela, słuchamy go i jemu „świadkujemy”.

Jakkolwiek brzmi to dziwnie, to właśnie robiliśmy. W trakcie odosobnienia, w niezrozumiały dla mnie samej sposób, doświadczyłam i to bardzo silnie, że miejsce, które jest symbolem niewyobrażonego cierpienia i barbarzyństwa może być jednocześnie miejscem głębokiego uzdrowienia. W trakcie „Medytacji Oświęcimskich” spotkałam osoby z całego świata, łącznie z grupą osób z Ruandy, opowiadające osobiste historie bólu, lęku i wykluczenia, które dla mnie brzmiały bardzo uniwersalnie i „ludzko”.

Ku mojemu własnemu zaskoczeniu, zaczęłam przyjeżdżać na „Medytacje” co roku, w sumie osiem lub dziewięć razy. W pewnym momencie zostałam zaproszona do grupy osób prowadzących kręgi i koordynujących to spotkanie.

Każdego roku musiałam zmagać się z moim lękiem od nowa. I nie tylko z lękiem, ale też z bólem, smutkiem, płaczem, wściekłością, własną słabością, brakiem zrozumienia, zagubieniem, żałobą, traumą. Im bardziej byłam gotowa otworzyć się na tego rodzaju uczucia, tym głębiej mogłam doświadczać radości, miłości, współczucia, wdzięczności, poczucia bezpieczeństwa, zaufania i spokoju. I nie tylko w trakcie odosobnienia, ale także w moim codziennym życiu. Słuchanie osobistych historii osób różnych narodowości, ras, wyznań, płci, zawodów, będących w różnym wieku okazało się najlepszą szkołą, w jakiej byłam i ukształtowało w dużej mierze to, kim dzisiaj jestem. Poszerzyło także moje rozumienie tego, kim jesteśmy my – ludzie.

Jedną z wielu pozytywnych konsekwencji „Medytacji Oświęcimskich” było zaproszenie na Odosobnienie dla Kobiet w Ravensbrück (Niemcy), w którym także uczestniczyłam parokrotnie. Jestem ogromnie wdzięczna za tę możliwość i za moje przyjaźnie, które wyrosły z tych spotkań.

Innym skutkiem mojego uczestnictwa w „Medytacjach Oświęcimskich” było poznanie mojego męża. Tak, Auschwitz otworzyło moje serce i to otworzyło je permanentnie… ale to już początek innej historii. 🙂

Kraków – Paryż – Massachiusetts USA – Gent

Jest lato 2014 roku. Mieszkam w pięknym Krakowie, pracuję jako psychoterapeutka i trenerka i uwielbiam moją pracę. Moi przyjaciele są tutaj, moja rodzina mieszka niedaleko, przez lata zbutowałam swoją sieć kontaktów prywatnych i zawodowych. I kocham to miasto!

Dodatkowo, od miesiąca jestem zaręczona! Mój narzeczony jest Belgiem, mieszkającym aktualnie w Paryżu. Ślub i wspólne zamieszkanie zaplanowaliśmy na następny rok.

I nagle, jednego dnia podejmuję szybką decyzję: zamykam moją działalność psychoterapeutyczną i wyjeżdżam do mojego ukochanego, do Paryża. Narzeczony przyjmuje moją decyzję z entuzjazmem. Termin przeprowadzki ustalamy na listopad, czyli za trzy miesiące. Trzy miesiące, by zatrzymać „pociąg w pełnym pędzie”, jakim było wówczas moje życie, wydaje się dosyć karkołomnym zadaniem… ale ja ufam swojej decyzji. Czuję się wspaniale! Na tej energii entuzjazmu i optymizmu z łatwością rozpoczynam niezbędne przygotowania do wyjazdu. Trudne momenty pojawiają się, kiedy nastaje czas pożegnań z pacjentami, a później z przyjaciółmi i rodziną.

Trzy miesiące później, zapakowani po dach naszego starego golfa, wyruszamy w symboliczną wspólną drogę. Opuszczam Kraków. Czuję się szczęśliwa i pełna optymizmu. Mam perspektywie zamieszkanie z ukochanym i to w Paryżu!!
Zamierzamy mieszkać w Centrum Praktyki Zen, gdzie mój narzeczony wynajmuje mały pokój. Również praktykuję zen, jednak mieszkanie w ośrodku, z jego ścisłym grafikiem praktyk, otoczona przez ludzi, których nie znam, mając na wyłaczność jednynie mały pokój – to moje pierwsze wielkie wyzwanie. Bardzo mało prywatności, wszyscy i wszystko nowe.

Dosyć szybko pojawia się następne wyzwanie – nie mogę znaleźć pracy. Jestem przyzwyczajona do bycia niezależną, zawsze zajętą i zaangażowaną w swoją pracę kobietą, a teraz nie mam żadnych zajęć. Uczę się francuskiego, ale bez wielkiego sukcesu. Ogłaszam się jako polski psycholog w Paryżu, ale nie mam zbyt wielkiego odzewu. To też oznacza dla mnie zero dochodu.

Po dwóch miesiącach wspólnego życia z narzeczonym w naszym związku zaczynają pojawiać się kłótnie. Dodatkowo, nasze przygotowania do ślubu również nie idą nam najlepiej. Zmagamy się z mnóstwem prawnych regulacji i „papierkowej roboty”. Zaczynam tęskić za moim życiem w Krakowie i tym wszystkim, co tam zostawiłam.

W tych okolicznościach nie bardzo potrafię cieszyć się mieszkaniem w Paryżu. Stopniowo wychodzą na wierzch moje objawy żałoby, łącznie z narastającym lękiem i niepokojem. Intensywna praktyka medytacji, w której uczestniczymy daje mi przestrzeń, żeby to wszystko świadomie przeżywać. To bardzo pomaga w moim emocjonalnym procesie, ale jest nie zbyt przyjemne. Wygląda na to, że wciąż mam sporo spraw do przepracowania…

W międzyczasie dostajemy zaproszenie na fantastyczny, tygodniowy i bezpłatny trening w Nowym Jorku! Jesteśmy bardzo podekscytowani, ale… nie stać nas w tym momencie na podróż i tygodniowy pobyt w Ameryce. A jednak, w cudowny sposób, znajdują się pieniądze na nasz wyjazd. I w równie cudowny sposób, dzień przed odlotem, otrzymuję wizę do USA. Nasze dwa pierwsze nocegi w Nowym Jorku rezerwujemy w dniu wylotu.

Nowy Jork, trening i spotkanie przyjaciół z całego świata powoduje, że odzyskuję energię i optymizm. Pod koniec wyjazdu, zupełnie niespodziewanie, otrzymujemy zaproszenie od naszego nauczyciela zen z Massachusetts, Berniego Glassmana, do asystowania mu przez trzy miesiące. Jesteśmy przeszczęśliwi!
Do Paryża wracamy „jak na skrzydłach”. Krótko po naszym powrocie zaproszenie do USA zostaje uszczegółowione i wydłużone do sześciu miesięcy: mój mąż zostaje zaproszony do pomocy przy pisaniu książki a ja do współpracy z organizacją Zen Peacemakers, którą znam już poprzez „Medytacje Oświęcimskie”.
Poza tym, mamy lato i Paryż wygląda przepięknie. Wreszcie mogę się nim w pełni cieszyć. W minionych paru miesiącach nawiązałam nowe kontakty zawodowe i towarzyskie i zaczynam wreszcie pracować. Po tym, jak znajduję odpowiednią suknię ślubną, żadne papierkowe przeszkody (a było ich sporo) nie są już w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Mój lęk słabnie.

Po ślubie planujemy zostać rok w Paryżu. Następnie chcemy wyruszyć w naszą wymarzoną, półroczną podróż. A potem pojechać do USA. Tuż przed samym ślubem decydujemy jednak wyprowadzić się z Paryża i od razu przejść do kolejnego punktu naszego planu.

I wreszcie nasz ślub. Nie moglibyśmy wymarzyć sobie piękniejszego.

Epilog

Po ślubie faktycznie wyprowadziliśmy się z Paryża, ale nasze plany kolejny raz uległy zmianie 🙂 Z powodów finansowych zrezygnowaliśmy z wielkich planów podróżniczych. Udało nam się jednak przejść szlakiem Św. Franciszka. Co oznacza, że cały styczeń 2016 wędrowaliśmy z plecakami przez Umbrię i Toskanię! Było pięknie!

Trzy tygodnie przed naszym wyjazdem do USA, będąc jeszcze w Asyżu, otrzymaliśmy wiadomość, że Bernie dostał wylew. Jego stan był ciężki. Czy powinniśmy mimo to pojechać? Oczywistym było, że książka nie powstanie. Ale wciąż mogliśmy wesprzec Berniego w jego procesie rehabilitacji.

I tak też zrobiliśmy, co okazało się doświadczeniem zmieniającym nasze życie. Bernie wracał do zdrowia bardzo szybko, w charakterystycznym dla siebie, niepowtarzalnym stylu. Towarzyszenie jemu i jego żonie, Eve Marko, w tym szczególnie wrażliwym momencie ich życia było dla nas samych wyjątkowym doświadczeniem. Pobyt w USA pozwolił nam także osadzić się nieco w naszym małżeństwie i cieszyć pięknem Nowej Anglii.

Sześć miesięcy minęło szybko i wróciliśmy do Europy, tym razem do Belgii. Nigdy wcześniej tutaj nie mieszkałam. Mój mąż, po paru latach przerwy, wracał do swojego dawnego miasta i pracy a ja… Zaczynałam nowe życie, w zupełnie nowym kraju, z nowym językiem do nauczenia (którym wciąż nie mówię), w nowym otoczeniu, rozglądając się za nową pracą.

Dwa miesiące po naszym przyjeździe do Belgii okazało się, że spodziewamy się dziecka! Kompletnie nowa sytuacja dla nas, nieporównywalna do niczego wcześniej, co wszyscy rodzice, bardzo dobrze rozumieją.

Oficjalna biografia


Mariola Wereszka jest założycielką strony i autorką programu coachingowego The Universe Wants You To Succeed! Prowadzi sesje life-coachingowe online oraz wykłady i warsztaty. Pracuje w języku polskim i angielskim.

Przez większość swojego życia mieszkała i pracowała w Krakowie, gdzie ukończyła Psychologię Stosowaną UJ, Filozofię UJPII oraz Krakowską Szkołę Psychoterapii Psychodynamicznej.

Przez ponad dziesięć lat pracowała jako psychoterapeutka psychodynamiczna, prowadząc psychoterapię indywidualną i grupową. Jest także autorką książki „Psychoterapia To Jest Moja Partia Polityczna” – zbioru wywiadów z pierwszymi polskimi profesjonalnymi psychoterapeutami i superwizorami, związanymi ze środowiskiem krakowskim.

Mariola jest również doświadczoną trenerką oraz współorganizatorką programów dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.

Prowadziła zajęcia z twórczego myślenia oraz psychologii dla studentów i pracowników socjalnych.

Od 2016 roku mieszka z rodziną w Belgii.