Co to znaczy powiedzieć życiu tak

Witam Cię 🙂

W minionym tygodniu było o tym, jak rozumiem powołanie i nasz potencjał (zobacz tutaj). A dzisiejszy temat jest naturalną kontynuacją poprzedniego wątku.

Podoba mi się, w jaki sposób Robert Ohotto mówi o powołaniu: nie musisz szukać swojego powołania. Ono znajdzie Ciebie 🙂 Ale, żeby to się wydarzyło, musisz powiedzieć swojemu życiu TAK. Co to znaczy? Poniżej cztery myśli, którymi chciałabym się z Tobą podzielić w tym temacie.

1.Bycie obecnym

Oczywiste, a jednocześnie bardzo rzadkie. Chodzi o to, żeby doświadczać życia, takim jakie jest, a nie tworzyć myśli o swoim życiu. Wymaga to min. pogodzenia się z faktem, że nie mam pełnej kontroli nad moim życiem, a szczególnie nad innymi ludźmi.  uczenia się na nowo (wszyscy umieliśmy to jako dzieci) bycia „tu i teraz”. Na najgłębszym poziomie chodzi o zaufanie życiu i o bycie otwartym na to, co się pojawi. A potem o zaufaniu sobie, że cokolwiek się wydarzy, wykorzystam to najlepiej jak umiem. Jeśli nie jestem obecna, nie jestem w kontakcie ze sobą, z innymi i z moim własnym życiem. Chowam się w kokonie moich własnych myśli albo uciekam w rzeczywistość wirtualną. Co nie jest ani rozwojowe, ani wspierające, bo nie jest prawdziwe.

 

2. Bycie odpowiedzialnym za swoje życie

Czyli bycie jego współ-twórcą. Zrozumienie tego, co mogę a czego nie mogę wymaga mądrości i pokory. Inaczej mówiąc: gdzie sięgają granice mojego wpływu, mojej mocy. Z pewnością są takie elementy mojego życia, za które w pełni odpowiadam ja i tylko ja. Jestem w pełni odpowiedzialna za: moje myśli, uczucia i emocje, historie, które opowiadam = moje słowa, działania, które podejmuję i nie podejmuję, moje reakcje, moją część relacji oraz wzorce i warunki, które odziedziczyłam. Nawet, jeśli sama ich nie wybrałam, dopóki mają wpływ na moje życie jestem za nie odpowiedzialna.

 

3. Wyczucie czasu

To uznanie i zaakceptowanie, że w moim życiu są różne etapy. Jest czas na pracę i odpoczynek. Na radość i smutek. Na bycie zagubioną i na budowanie swojej pewności. Na tworzenie i na niszczenie. Na bycie samą i na dzielenie swojego czasu i energii z innymi. Na wzloty i upadki. Na dawanie i na przyjmowanie. Na dorastanie i na starzenie się. Żaden z tych etapów nie jest lepszy czy gorszy. Choć na pewno przeżywam je jako trudniejsze lub łatwiejsze momenty. Tak, jak w naturze, nasze życie przebiega w cyklach i jeśli próbujemy to na siłę zmieniać, naruszamy jedną z głównych zasad życia. A to ma swoje konsekwencje.

 

4. Nie wykluczanie niczego

Prawdziwa moc to umiejętność wykorzystywania wszystkich elementów naszego życia. Trudności i przeszkód na naszej drodze, tak samo, jak szans i możliwości, które mamy. Za każdym razem, gdy wykluczam jakąś część mojego życia, wykluczam też energię, którą ona w sobie niesie. Ta zasada dotyczy również wszystkich części mnie samej. Świadomych i nieświadomych. Mocnych stron i słabości. Moich sukcesów i porażek. Tych części, które w sobie lubię i tych, które nie. Mojej przeszłości i mojej przeszłości.

 

Jako podsumowanie mam dla Ciebie parę pytań:

Gdzie spędzasz swoje życie? W realnym czasie i miejscu, czy w alternatywnej rzeczywistości?

Czy akceptujesz to, że nie masz pełnej kontroli nad swoim życiem? Że nigdy takiej nie miałaś/-eś i nie będziesz mieć? A mimo to, w pełni wypełniasz swoją rolę?

Czy doceniasz swoje życie? I co to właściwie dla Ciebie znaczy?

 

Zamierzam pobyć z tymi pytaniami w czasie tego weekendu.

I czuję, że będzie druga część tego tematu 🙂

Dobrego czasu dla Ciebie i do usłyszenia za tydzień,

Mariola